niedziela, 16 listopada 2008

song to say... hello.

Pierwsza notka. Będzie o Ciszy.


Lubi się Ciszę, która zapada, gdy ostatniej osobie dziękuje się za to, że napiła się za nasze pieniądze i w naszym mieszkaniu. Lubi się Ciszę, towarzyszącą zbieraniu z ziemi chipsów, szklanek, wycinków z gazet, kawałków szkła, torebek herbaty, poduszek do siedzenia. Lubi się Ciszę, w której brzmią jeszcze te rozmowy, śmiech, brzęk, pisk, przekleństwa, uduchowione, wsparte alkoholem wykłady.

Lubi się Ciszę, w której słyszy się Sens.
Sens tych wszystkich słów, które wreszcie zatrzymały się.

Zatrzymały się. Z a t r z y m a ł y s i ę.
Z a t r z y m a ł y s i ę.

Lubi się też Ciszę następnego poranka, gdy telefony nie dzwonią, słowa nie brzmią, a głowa nie boli, bo przecież nie piłeś, byłeś ciągle zajęty.






Idę umyć resztę szklanek i obejrzę sobie Velvet Goldmine.
Miłego dnia.

1 komentarz: