sobota, 28 lutego 2009

open up you heart, let me sleep inside.





Miałam wtedy 3 lata, Mol - 24, na perkusji grał Robert.
Nie jestem w stanie powiedzieć na ten temat nic sensownego.
Urodziłam się w złym miejscu i w złym czasie. Preferowałabym Londyn lat sześćdziesiątych, załapałabym się na te wszystkie morowe rzeczy w latach siedemdziesiątych, osiemdziesiątych i w końcu - w roku 1996 & 1998.
A Nirvany słuchałabym jeszcze za życia Kurta.
I w ogóle, ju noł, nie ma co gdybać.

2 komentarze:

  1. Dokładnie tak samo sobie kiedyś obliczyłam perfekcyjne lata życia. Ale jeszcze według drugiego rachunku powinno to być jeszcze ze 40 lat wcześniej, kiedy ludziom bardziej się chciało czytać i odniosłabym sukces i została sławna na wieki.

    OdpowiedzUsuń
  2. generalnie ja nigdy nie odniosłabym sukcesu, bo moje życie jest za nudne, więc piszę o rzeczach, które dzieją się tylko w mojej głowie. kogo obchodzi, że w 1996 na perkusji grał Robert, a śnił mi się nagi A. i nie miał włosów łonowych. co innego, gdybym znała jakiegoś wielkiego bohatera narodowego i w sposób zupełnie mało inteligentny opisała jego dzieje.

    OdpowiedzUsuń