Jeśli Indianie mają rację co do istoty snów, NA 100 % jestem chora psychicznie. Haaaalo! Wyspałam się dziś, bo weekend, a śniło mi się...
a) ...że graliśmy na zbiórce w bizonie jądra NAGO. W pewnym momencie do harcówki wpadła kontrola z hufca i komendant powiedział, że już dawno miał zamknąć tą drużynę. Srahaha, a faceci nie mieli włosów łonowych!
b) ...że moja matka była w supernowoczesnej ciąży, a mianowicie takiej, którą można było wyciągać w plastikowym pojemniczku i wkładać komuś innemu. Obojętnie, czy to facetowi, czy to kobiecie. Nie mam pojęcia, w jaki sposób. Wiedzieliśmy, że dziewczynka ma urodzić się TRZYDZIESTEGO DRUGIEGO bieżącego miesiąca o dwunastej, więc przed porodem przejęłam pojemniczek, by mama mogła się przygotować do porodu. O kjurwa.
c) ...że pani M., nasza katechetka, jechała na Open'era i chciała nas zabrać samochodem. O święta masturbacjo, uchroń nas od złego.
sobota, 28 lutego 2009
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Mnie też. Bożż, mi też sie ciekawostki śniły ale może o nich nie opowiem. Nie ten serwis ^
OdpowiedzUsuń